aktualności » z życia szkoły

Wycieczka do Torunia
18.09.2006r.

(powrót)

Wycieczka po wiedzę...i nie tylko...

7 rano

7 rano...o tej nietypowej (jak na szkolne realia) porze zebraliśmy się pod "Sobieskim", by wyruszyć na wycieczkę do Torunia. Cel? Pokazy doświadczeń fizycznych. Długą podróż rozpoczęła tradycyjna już bitwa o tylne fotele. Gdy radość zwycięzców ucichła na tyle, aby dało się sprawdzić obecność, ruszyliśmy w drogę. Przez pierwsze godziny podróży wśród uczniów panowały senność i znużenie, jednak zmieniło się to po pierwszym przystanku.

Toruń

Zdjęcia, kręcenie filmów, żarty, wystawianie pośladków za okno- tak upłynęła nam reszta drogi do Torunia.

Naszą przygodę z Toruniem zaczęliśmy od zabłądzenia, jednak po kilku próbach odnaleźliśmy drogę i dotarliśmy na miejsce pokazów. Wielka sala wykładowa wypełniona była po brzegi uczniami. Chłopcy bardziej niż wykładami zajęci byli fotografowaniem i kręceniem pośladków zgrabnych dziewczyn, jednak zmieniło się to, gdy na salę wszedł wykładowca. Ujrzawszy go, pomyśleliśmy: "szalony profesor iście z filmów fantastycznych". Może i szalony był, ale to, co pokazywał, było niezwykle interesujące.

Teraz trochę o samych wykładach: trwały one około godziny, a ich przedmiotem były pokazy związane z tlenem i jego właściwościami. Na początku zaprezentowano znane wszystkim doświadczenie z odcinaniem dopływu tlenu do ognia, co u wielu wywołało grymas, ponieważ myśleli, że zobaczą coś nowego, potem jednak się rozkręciło i chyba każdy był zadowolony. Burza z piorunami, poduszkowiec, wrząca lodowata woda, gumowe piłeczki roztrzaskujące się na kawałki, te i wiele innych doświadczeń zaprezentowano w dalszej części pokazów.

Po zakończeniu wykładu czas oczekiwania na transport umilały wspólne zdjęcia oraz proszenie nieznajomych dziewczyn o numery telefonów. Zainteresowanie wzbudzały również lustra, dzięki którym można było zobaczyć siebie z każdej strony jednocześnie. Gdy autokar wreszcie przyjechał, udaliśmy się na Stare Miasto, gdzie każdy miał czas dla siebie. Jedni udali się na zakupy, drudzy poszukiwali lokalu z tanim i smacznym jedzeniem, jeszcze inni zwiedzali.

Droga do domu

15:30: zmęczeni zwiedzaniem, najedzeni i z torbami pełnymi pierników( i numerów telefonów od nieznajomych dziewcząt) ruszyliśmy w drogę powrotną. Kto miał dobre, w mia-rę ciche miejsce, próbował zasnąć, reszta siedziała zmarnowana na swoich fotelach, co nie-którzy czytali, słuchali muzyki lub po prostu się nudzili. Atmosferę ożywił pan Sarbiewski, który zaproponował wspólne śpiewanie. Początkowo niechętna, do śpiewu przyłączyła się także Pani Lucyna Majewska, która wraz z profesorem nuciła kolejne wersy "Hej, Mazury...". Gdy repertuar piosenek skończył się, po raz kolejny w ruch poszły kamery i aparaty, które towarzyszyły nam aż do domu. Mimo że słońce dawno już zaszło, powodzeniem cie-szyły się okulary przeciwsłoneczne, w których każdy chciał zrobić sobie fotkę. Ok. 20 pod szkołą ostatni uczniowie wysiedli z autokaru i wycieczka dobiegła końca...

(Tekst: P. Kozak II e)


Aby powiększyć fotografię, kliknij na niej.