aktualności » z życia szkoły

Za otwartymi drzwiami



Jest 16 kwietnia, godzina 10:00. Wchodząc do szkoły widzę dużo nowych, czasami przestraszonych, a czasami zaciekawionych twarzy. Ich właściciele są nieco młodsi ode mnie, a powodem ich lęku nie jest na pewno klasówka z matematyki. Patrzę na dzieci oraz młodzież ze szkół podstawowych i gimnazjów - potencjalnie przyszłych uczniów naszej szkoły. Przybyli na ,"dzień otwarty", by zapoznać się z ciekawymi i różnorodnymi ofertami, zaproponowanymi przez Sobiecha.

Prowadząc ich na salę, kłaniam się nauczycielom, witam ze znajomymi, idę wyprostowana i uśmiechnięta. Nie mogę powiedzieć tego o moich młodszych kolegach. W połowie drogi przypominam sobie jednak, że przecież rok temu byłam równie wystraszona oraz wyciszona. W końcu docieramy na miejsce. Panuje mrok, wiązka światła pada jedynie na nasze gwiazdy (a może to po prostu od nich bije blask?) Zaczynają śpiewać, grać i tańczyć. Moc talentów! Na młodych twarzach gości odbija się zachwyt. Pojawiają się uśmiechy! Niestety, to co dobre, szybko się kończy. Prowadzący oznajmili koniec mistrzowskich występów.

Gdy wychodzimy z sali, mam wrażenie, że patrzę na innych ludzi: rozentuzjazmowanych, uśmiechniętych. Idę z nimi do klasy, w której odbywają się lekcje geografii. Muszę przyznać, że tak jak większość przyszłych uczniów naszej szkoły, spodziewałam się zupełnie czegoś innego: map, wykresów itd. Ku naszemu zaskoczeniu, od razu na wejściu, zostaliśmy wyposażeni w lateksowe rękawiczki i farby. Profesor B. Pietrzak zaprowadziła nas do stolika, na którym leżała cała masa gliny. Wstyd się przyznać, ale ja i moi rówieśnicy, lepiąc, bawiliśmy się równie świetnie jak nasi młodsi znajomi, którzy powoli zaczęli się otwierać i wdawać z nami w dyskusję. Pó źniej odkryliśmy, że malować można nie tylko na kartonie, płótnie czy kartce, ale również na kamieniach! Niektórzy byli prawie tak pomysłowi jak Salvador Dali oraz prawie tak zdolni jak Gustav Klimt. Oczywiście podczas lu źnych zajęć miały miejsce poważne rozmowy na temat przyszłości. Starałam się zachęcić gimnazjalistów do tego, aby od września zaczęli uczęszczać do Sobiecha. Szczerze mówiąc, nie było to szczególnie trudne.

Niechętnie opuściliśmy królestwo geografii. Na następnych drzwiach widniał napis "kroniki". Fakt, nie brzmi zbyt ciekawie. Jednak nasza szkoła po raz kolejny mnie zaskoczyła. Przeglądanie starych zdjęć i czytanie artykułów o naszej szkole, które zostały napisane kilkadziesiąt lat temu, to bardzo ciekawe zajęcie. Odnajdując twarze naszych ojców, wujków itd. nie mogliśmy powstrzymać się od śmiechu.

Wychodzimy, prowadzę ich dalej. Jednak teraz nie uśmiecham się..., bo zmierzamy w stronę klasy, w której odbywają się lekcje matematyki. Myślę, że już nie będzie zaskoczenia i młodzi humaniści podążający za mną będą równie przerażeni. No cóż...Sobiech znowu wprawia mnie w zakłopotanie. O dziwo, było naprawdę bardzo miło, wspólnie myśleliśmy nad matematycznymi zagadkami. W grupie młodzieży, którą miałam zaszczyt oprowadzać, trafiło się kilku młodych Einsteinów.

Nadszedł czas na fizykę - pokazy ciekłego azotu przygotowane przez uczniów z klasy matematyczno-fizycznej oraz ich nauczyciela zrobiły na gimnazjalistach równie duże wrażenie, co klasa biologiczna i zaaranżowana przez profesor N. Gałązkę apteka. Z racji tego, że jestem w klasie humanistycznej, nie mogłam zapomnieć o języku polskim. I moi rówieśnicy, i gimnazjaliści mieli ogromny problem z rozpoznaniem pisarzy na zdjęciach wyświetlanych na tablicy multimedialnej. Nie wspomnę nawet o pó źniejszych, związanych z gramatyką, ćwiczeniach.

Umiejętności siatkarskie oraz sprawność fizyczna naszych gimnazjalistów z klasy sportowej nie ulegają wątpliwości. Mogliśmy podziwiać ich na sali gimnastycznej. Mało tego, mieliśmy też okazję spróbować się w dość nietypowej dyscyplinie- je ździe na monocyklu. Radek Domalewski, znany już każdemu ze szkolnego "Mam talent", wcielił się w rolę nauczyciela, co jest trudniejsze niż myślałam.

Oto niektóre z wielu atrakcji przygotowanych przez uczniów i nauczycieli Sobiecha. Mam nadzieję, że spodobał się on naszym młodszym kolegom. Przypominając sobie ich miny, ośmielam się twierdzić, że tak. Każdy mógł znale źć coś dla siebie, a atmosfera panująca w naszej szkole z pewnością przypadła im do gustu.

Julia Zalewska 1d




Zobacz zdjęcia