REKRUTACJA 2019/2020












absolwenci » Absolwenci

Ewa Kułakowska



Maturę w szczycieńskim LO zdałam w 1999 roku. W 2004 r. ukończyłam filologię polską na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu, broniąc pracę magisterską na temat "Cyprian Norwid - historyk i krytyk kultury". Od dziesięciu lat pracuję na stanowisku sekretarza redakcji "Kurka Mazurskiego". Mieszkam w Szczytnie.







Wspomnienia

Naukę w szczycieńskim ogólniaku zaczęłam w połowie lat 90. w klasie o profilu ogólnym. Jako humanistka trochę żałowałam, że w tamtym czasie nie było oddziału dla uczniów o podobnych do moich zainteresowaniach. Ten brak w pełni jednak zrekompensowało mi to, że języka polskiego uczyła mnie Pani Profesor Wanda Poniatowska. Z perspektywy czasu mogę śmiało powiedzieć, że w znacznym stopniu ukształtowała moje podejście do literatury i utwierdziła w wyborze dalszej drogi naukowej.
Zapamiętałam Panią Profesor jako osobę bardzo spokojną, budzącą respekt, konsekwentną i wymagającą. Nie przypominam sobie, by choć raz podniosła głos. Traktowała nas z szacunkiem, jak ludzi już poważnych i dojrzałych, mimo że chyba nie do końca tacy wtedy byliśmy. Nigdy nie sprawdzała nam zeszytów, nie dyktowała szkolnych, oklepanych formułek. Notatki z lekcji trzeba było robić samemu, tak jak na studiach. Do dziś mam zeszyty z tamtych czasów.
Pani Profesor nie znosiła sztampowego mówienia o literaturze. Od razu poznawała, kiedy ktoś wykuwał gotowe frazy ze streszczeń czy tzw. bryków, zamiast przeczytać omawianą lekturę. Ceniła swobodę w myśleniu i wypowiadaniu własnych sądów. Lekcje polskiego lubiłam najbardziej właśnie za to - w ich trakcie był czas na dyskusję, polemikę, dzielenie się swoimi refleksjami. Uczyła nas szukać w każdym dziele literackim wartości uniwersalnych i ponadczasowych. Dzięki temu Gustaw/Konrad czy Kordian przestawali być tylko oderwanymi od życia romantycznymi cierpiętnikami, ale stawali się młodymi ludźmi uwikłanymi co prawda w historię, ale też noszącymi w sobie odwieczne tęsknoty, pragnienia, niezależne od dziejowych wypadków czy kontekstu epoki. Spośród dwóch największych pisarzy polskiego pozytywizmu, Sienkiewicza i Prusa, bardziej ceniła tego drugiego za to, że zamiast pokrzepiać serca i podsycać narodową dumę, przedstawiał gorzką prawdę, stawiał trudne pytania. Na "Lalkę", najwybitniejszą polską powieść tego okresu, poświęciliśmy zdecydowanie więcej czasu niż na "Potop" i dziś dobrze rozumiem dlaczego. Zaszczepiła, przynajmniej we mnie, gombrowiczowską przekorę w myśleniu o naszej kulturze, za co bardzo jestem Jej wdzięczna.
Pani Profesor zachęcała nas do wychodzenia poza szkolny kanon lektur i poznawanie dzieł takich tuzów światowej literatury jak Borges, Faulkner, Hrabal, Marquez, Mann, czy Joyce. Często przynosiła na lekcje publikowane w prasie eseje współczesnych filozofów. Pamiętam, jak pewnego razu zachęcała nas do dyskusji nad tekstem Fukuyamy o końcu historii, który, o czym przekonujemy się ostatnio nieustannie, jeszcze nie nadszedł ... Żywo reagowała także na bieżące wydarzenia kulturalne, np. przyznanie literackiej Nagrody Nobla Wisławie Szymborskiej w 1996 roku. Zawsze chciała, abyśmy byli świadomymi odbiorcami kultury, odróżniającymi bezwartościową papkę od dzieł godnych zapamiętania i uwagi.
Zdarzało się, że na lekcjach oglądaliśmy nie tylko ekranizacje lektur, ale też wybitne spektakle Teatru Telewizji, takie jak słynna "Zbrodnia i kara" w reżyserii Andrzeja Wajdy z Jerzym Radziwiłowiczem i Jerzym Stuhrem w rolach głównych. Dużo też pisaliśmy. Tematy naszych rozprawek zawsze wymagały dobrej znajomości nie tylko jednej lektury, lecz wielu utworów literackich, zdolności analitycznego myślenia i wyciągania wniosków. Za każdym razem były dla mnie wyzwaniem, bo nigdy nie wiedziałam, czy sprostam wymaganiom Pani Profesor, czy nie popadnę w banał i sztampę. Doskonale uczyła nas przelewania myśli na papier, umiejętnego budowania wypowiedzi. Te cechy przydały mi się nie tylko na studiach polonistycznych na toruńskim UMK, ale także w pracy dziennikarskiej.


Ewa Kułakowska