REKRUTACJA 2019/2020











absolwenci » Absolwenci

Dr Hanna Natalia Bobińska




fot. Grzegorz Ojcewicz

Dr Hanna Natalia Bobińska (z d. Ojcewicz). Absolwentka Liceum Ogólnokształcącego w Szczytnie (2005) i Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie (2010). Z wykształcenia magister biologii o specjalności "biologia molekularna". Doktorat z nauk społecznych uzyskany w Wyższej Szkole Policji w Szczytnie (2013). Związana zawodowo z Wyższą Szkołą Policji w Szczytnie od 2011 r. Specjalizuje się w problematyce biologii na rzecz bezpieczeństwa państwa. Autorka tekstów publikowanych w krajowych i zagranicznych pismach naukowych oraz monografiach naukowych. Zajmuje się kwestiami terroryzmu genetycznego, źródłami i znaczeniem ewoluowania pojęcia tradycyjnych oraz nietradycyjnych metod wykrywczych w pracy organów śledczych, poczuciem bezpieczeństwa z punktu widzenia memetyki. Jest współautorką książki "Kryminalistyka w Rosji i Polsce" (Szczytno 2013). Hobby: fotografia artystyczna, architektura ogrodów, wędkarstwo amatorskie.









Wspomnienia



  1. Jak wspomina Pani lata spędzone w naszej szkole? Czy jest jakieś szczególne wspomnienie, które głęboko zapadło w pamięć?

    Do szczycieńskiego liceum uczęszczałam w latach 2002-2005. Pamiętam, że na początku bardzo cieszyłam się z faktu dostania się do tej szkoły, ponieważ z opowieści moich Rodziców i Dziadków ze strony Mamy, zasłużonych Nauczycieli tegoż liceum - Mikołaja i Bronisławy Kozaczuków - wynikało, że jest to placówka o określonej renomie. Mimo że lata nauki były okupione niemałym stresem i wypełnione nauką, wspominam je bardzo miło, ponieważ był to najradośniejszy okres mojej edukacji. Z jednej strony - nauka w szkole średniej, gdzie wszyscy czuliśmy się już dorośli, z drugiej - czas pierwszych zauroczeń, imprez, osiemnastek i przeróżnych psot. Wtedy też nie musieliśmy się martwić o pieniądze na przykład na opłatę stancji, ponieważ nie byliśmy oderwani od rodzinnych domów. Mogliśmy czerpać i czerpaliśmy z życia radość pełnymi garściami. Niestety, jak mówi przysłowie, to, co dobre, szybko się kończy. Jeżeli chodzi o wspomnienia, to mam ich naprawdę bardzo dużo i są one związane z rozmaitymi sytuacjami, nauczycielami oraz koleżankami i kolegami. Bardzo miło wspominam zajęcia dodatkowe z chóru, szczególnie zaś wyjazd na Gospel do Lublina. Z uśmiechem wspominam także robienie wspólnie z moją koleżanką Anią Olkowską gazetek tematycznych z języka niemieckiego, za które dostawałyśmy 5 i które - wedle relacji mojej młodszej siostry, Dominiki, która także uczęszczała do tego liceum - wisiały w klasie jeszcze 4 lata po moim odejściu.

  2. Czy pamięta Pani, z jakimi zamiarami, planami na przyszłość rozpoczynała Pani naukę w liceum? Czy znalazły one potwierdzenie w późniejszej drodze życiowej?

    Uczęszczałam do klasy o profilu biologiczno-chemicznym i nie ukrywam, że wybrałam taki profil, ponieważ marzyłam, aby dostać się na medycynę i w przyszłości zostać kardiochirurgiem. Za sprawą między innymi reformy oświaty, której staliśmy się ofiarami, moje marzenie się nie spełniło i dlatego wybrałam kierunek, który był zgodny z moimi zainteresowaniami, a zdaniem Uczelni, która go oferowała, tj. UWM w Olsztynie, przyszłościowy, czyli - biologię molekularną.

  3. Czy i w jakim stopniu nauka w naszej szkole wpłynęła na Pani sukcesy zawodowe, osobiste?

    Ponieważ byłam pierwszym "eksperymentalnym" rocznikiem, który zdawał nową maturę, uważam, że do końca ani nauczyciele, ani sama szkoła nie byli jeszcze dostatecznie przygotowani do tego, by sprostać narzuconym standardom, a tym samym odpowiednio nas do nowej matury przygotować. Pamiętam, że nauczyciele pytani o szczegóły związane z przebiegiem i zakresem nowej matury, rozkładali bezradnie ręce i, kiwając z politowaniem głowami, mówili, że taki nasz los - "królików doświadczalnych": pierwsi zdawaliśmy egzaminy gimnazjalne, przed nami była nowa matura, a potem nowy system studiów: najpierw licencjat, po nim studia magisterskie. W pamięci zapadł mi także fakt nieprzerobienia z większości przedmiotów wszystkich przewidzianych programowo tematów i treści podręczników, co, niestety, w pó źniejszej drodze zdobywania edukacji, szczególnie na pierwszym roku studiów, skutkowało odczuwalnymi brakami. Studia pokazały także, że poziom nauczania w naszym "ogólniaku" nie dorównywał tym najlepszym szkołom średnim, z innych miast. Jeżeli chodzi o przedmioty, których zakres z uwagi na profil klasy miałam rozszerzony, tj. biologię i chemię, niestety, także nie mogę wyrazić zachwytu. Gdyby nie zajęcia dodatkowe, poszerzające znacznie wiedzę przekazywaną w szkole, być może nie zdałabym tak dobrze matury, ani nie rozpoczęła studiów na nienajgorszym ostatecznie poziomie. Sporym minusem ówczesnych lekcji z chemii było ich przeteoretyzowanie, przez co na studiach tak proste czynności, jak miareczkowanie, wywoływało we mnie spore zaskoczenie.

  4. Czy któryś z dawnych nauczycieli szczególnie zapadł Pani w pamięć, Czy uznałaby Pani któregoś z nich za swego mentora, mistrza?

    Na myśl przychodzi mi najpierw Pani Elżbieta Mrożek, która uczyła mnie języka polskiego oraz Pan Jerzy Sarbiewski, nauczyciel fizyki. Zapadli mi Oni w pamięci z uwagi na swoje wyjątkowo życzliwe podejście do uczniów oraz pogodę ducha i nietuzinkową osobowość. Należy się Im po latach, szczególnie Pani Mrożek, duży szacunek za cierpliwość do nas. Pamiętam, że lubiłam także chodzić na lekcje języka niemieckiego prowadzone przez Panią Bogusławę Łopatkę oraz zajęcia dodatkowe - chór. Muszę także wspomnieć o Pani Kulas, która była niezwykle barwną - dosłownie i w przenośni - postacią, zawsze tryskająca optymizmem, gotowa do służenia radą i pomocą. Pomimo wielu pozytywnych wspomnień, które wiążę z większością nauczycieli, nie mogę jednak żadnego z nich nazwać swoim mentorem czy mistrzem. To miano należy się mojemu Tacie!

  5. A co ze szkolnymi przyjaźniami ? Czy utrzymuje Pani kontakty ze znajomymi, przyjaciółmi ze szkoły?

    Myślę, że miałam dobry kontakt ze wszystkimi koleżankami i kolegami podczas nauki w liceum. W sposób naturalny więzy się rozluźniły, gdy każdy poszedł w swoją stronę. Studiowaliśmy w różnych miastach, po drodze zakładaliśmy rodziny, ale - z czego bardzo się cieszę - udało mi się utrzymać do dzisiaj kontakt z najbliższymi koleżankami z klasy.

  6. Jakie są Pani plany na przyszłość?

    Mam wiele planów osobistych i zawodowych, ale też wyostrzoną świadomość konieczności ich ograniczania z uwagi na bardzo trudną sytuację na rynku pracy. W tym względzie twardo stąpam po ziemi. Życie nie jest jednak nowelą, jak w popularnej piosence, lecz chwilami koszmarem, który fundują jedni ludzie drugim. Słowa Zofii Nałkowskiej, chociaż dotyczące zupełnie odmiennej rzeczywistości, bo wojennej, o tych, którzy świadomie zgotowali tragiczny los drugim, powracają dzisiaj jak bumerang. Marzę więc o pracy, która dawałaby mi pełnię satysfakcji i o tym, aby spotykać na swojej drodze zawodowej i życiowej wyłącznie mądrych ludzi. Z mądrymi bowiem można czuć się bezpiecznie i wiele się od nich nauczyć. Dzisiaj spora część młodych ludzi po studiach uważa, że nie można brać z życia tego, czego byśmy chcieli, lecz trzeba się zdać jedynie na to, co samo ono zechce - lub nie - nam dać.